środa, 18 listopada 2015

Charakteryzacja SFX #13: Żabcia

Witajcie!
            Ciągle chcę się ogarnąć z blogiem i nadal mi to nie wychodzi najlepiej. Strasznie dużo się wokół mnie dzieje… nowe wyzwania, nowe decyzje, wszystko nowe. Już dostałam niejeden ochrzan, że postów nie dodaje, tylko wszystko wrzucam na Facebooka, ale po prostu tam jest szybciej, a Was nie chcę olać postem na zasadzie „nowa praca, użyłam tego i tego, zdjęcie” i koniec. To by było strasznie nie fair.
            Jeśli chodzi o moją Hiszpanię, to nie zostaję jednak na rok. Wracam w lutym do Polski i biorę się za robotę. Dlaczego? Ponieważ muszę do września odłożyć sporą sumkę (co najmniej 13tyś., a najlepiej 24). Postanowiłam wreszcie wziąć swoje życie za pysk i spełnić marzenia. Także startuję do szkoły Dziewulskich na kierunek Charakteryzacja – specjalista F/X.
           
            Ok, także czas na nowe tworzyło ;)

Żabcia
Modelka: Oliwia Kosut, moja obecna współlokatorka, towarzyszka hiszpańskiej niedoli i przyjaciółka.
Czas wykonania: ok. 3 godzin.








Kosmetyki/Produkty/Materiały:
Kryolan, Liquid Latex
Kryolan, Supracolor Palette
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever
Rainbow Eyes, paleta 120 cieni
My Secret, Waterproof Eyeliner
Pierre Rene, Loose Powder
NYX, Nude Matte Shaddow NMS02 Stripped
Kryolan, SFX Blood, kolor: dark
płatki kosmetyczne, wata, gąbeczki lateksowe, chusteczki, papier toaletowy, taśma maskująca, piłeczka pingpongowa, czarny marker.


Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że szybko się zmotywuję do dodania nowego postu. 
Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda, to prosiłabym o komentarze, które mnie kopną w tyłek, żebym częściej pisała ;)
Buziaki! :*

niedziela, 6 września 2015

Charakteryzacja SFX #12: Voodoo + Diario de la Loca #1

Witajcie Kochani!
Po pierwsze przepraszam, że tak zawaliłam sprawę z owocowym wyzwaniem. Jutro teoretycznie jest ostatni dzień ostatniego tygodnia, a ja nadal nie przygotowałam podsumowania. Powodów jest wiele, zapewne nikt nie chce słuchać tłumaczeń, więc powiem tylko, że czas poukładał mi się tak, jak się poukładał i nie miałam praktycznie ani dnia, żeby się z tym ogarnąć. Widziałam natomiast wszystkie prace i są przecudowne! Przygotuję jedno duże podsumowanie i zobaczycie, jakie piękne paznokcie wykonały dziewczyny, które wzięły udział, za co im bardzo dziękuję.
Co dzisiaj dla Was mam? Pierwszy post z serii hiszpańskiej i charakteryzację. Jeśli śledzicie moją stronę na Facebooku, widzieliście już moje nowe prace. Jeśli nie ­– nic straconego, bo wszystkie Wam pokażę na blogu... w swoim czasie.
Najpierw jednak Hiszpania. Moja piękna i cudowna Hiszpania. Zakochałam się w tym kraju od pierwszego wejrzenia. Myślę, że nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że mój pobyt tutaj, w León, chcę przedłużyć do dwóch semestrów. Zaczęłam też się zastanawiać co dalej, jeśli nadal nie będę chciała wrócić, czego też nie wykluczam. Dowiedziałam się, że w Barcelonie jest szkoła charakteryzacji z renomą międzynarodową (prawdopodobnie lepsza od tej warszawskiej) oraz że studenci z Erasmusa+ mają możliwość przeniesienia się na stałe na uczelnię, w której realizują program. Zobaczymy jak potoczy się dalej moje życie.

León to niewielkie miasto, położone w północno-zachodniej części Hiszpanii, będące stolicą prowincji o tej samej nazwie. Ma nieco ponad 135 tyś. mieszkańców, a jego początki sięgają okresu Cesarstwa Rzymskiego (za rok założenia uważa się 68 n.e.). Jest też jednym z głównych punktów Camino de Santiago (Szlak św. Jakuba, droga pielgrzymki do Santiago de Compostela). Miasto przechodziło z rąk do rąk, a każda kultura zostawiła w nim trwały ślad. Architektura jest mocno zróżnicowana. Są tu pozostałości rzymskich murów miejskich, niesamowita gotycka katedra, arabskie łuki i fasady, a jak ktoś się postara, może znaleźć nawet naleciałości wizygockie. Warto tu przyjechać dla samej tej katedry, na mnie zrobiła piorunujące wrażenie, chyba nawet większe niż praska Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha… ale dosyć o architekturze i historii (chyba, że chcecie, to pójdę porobić dla Was zdjęcia i przygotuję specjalny post tylko na ten temat).
Na pewno każdy słyszał o hiszpańskiej sjeście, ale traktował opowieści o niej z przymrużeniem oka – w każdym razie ja uważałam, że opowieści o „świętości” czasu pomiędzy 14 a 17 są mocno podkoloryzowane – w ten sam sposób, co słynna brytyjska 5 o’clock. Bądźmy szczerzy, Brytyjczycy dawno już odeszli od zwyczaju codziennych spotkań towarzyskich przy filiżance herbaty. Tradycja jest, ale już nie tak żywa i pełna jak kiedyś. A co z Hiszpanami? Wybija godzina 14. Ulica, jeszcze przed pięcioma minutami gwarna i zatłoczona, nagle staje się martwa. Witryny sklepowe zostają zasłonięte, bary i tawerny pustoszeją, ludzie zamykają się w domach, całe miasto na trzy godziny zamiera. Odpowiedź od kolegi Hiszpana na wiadomość o treści „spotkajmy się koło 15 na kawę”? „Na kawę o tej porze? Jest przecież sjesta, idę drzemać. Umówimy się po 17”. Tak samo wygląda niedziela. Hiszpanie dzień święty święcą bardzo dosłownie – msza rano, a popołudnie w swoim domu i przed telewizorem lub w tawernie na gorących dyskusjach. Otwarty sklep? Tylko u chińczyka, z przebitką cenową razy dwa. Dlatego wczoraj zaopatrzyłam lodówkę bardzo dokładnie, żeby nie okazało się, że w ciągu dnia czegoś zabraknie. Również kultura picia alkoholu i spotkań towarzyskich jest zupełnie inna, a w opowieściach o niej jest sporo prawdy – ale to będzie temat kolejnego wpisu, kiedy już przeżyję swój pierwszy botellón… Na chwilę obecną wystarczy. Zdjęć na razie nie dodaję, w następnym poście postaram się to nadrobić. Napiszcie mi też, o czym chcecie poczytać.
Planuję też zrobić Wam wycieczkę po tutejszych drogeriach, bo jednak są nieco inne, niż nasze, a dla mnie (jako charakteryzatora) jest tu prawdziwy raj na ziemi, podejrzewam, że w Madryce, Bracelonie lub innych większych miastach, znajdę jeszcze więcej cudów i całe stypendium zostawię w sklepach charakteryzatorskich… la vida loca! :)

A teraz charakteryzacja ;)

VooDoo

Model: Marek Zawada, mój kochany kuzyn, który grzecznie usiedział na stołku, gdy pozbawiałam go twarzy…
Czas wykonania: ok. 3 godzin.








Podobno brakowało Wam listy produktów, więc postanowiłam wrócić do jej publikowania.

Kosmetyki/Produkty/Materiały:
Kryolan, Liquid Latex
Kryolan, Jolly Face Palette
Kryolan, Supracolor Palette
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever
Rainbow Eyes, paleta 120 cieni
My Secret, Waterproof Eyeliner
Pierre Rene, Loose Powder
Bourjois, 123 Perfect no 53 light beige
NYX, Jumbo Eye Pencil 604 milk
NYX, Nude Matte Shaddow NMS02 Stripped
Kryolan, SFX Blood, kolor: dark
płatki kosmetyczne, wata, gąbeczki lateksowe, chusteczki, papier toaletowy, taśma maskująca, dratwa.

            To by było na tyle. Dajcie znać o czym chcecie poczytać w hiszpańskiej serii i jak Wam się podoba moja praca. Do zobaczenia niebawem!


poniedziałek, 20 lipca 2015

Wyzwanie Owocowe #1: rumiane jabłuszko

Witajcie!

            Dziś podsumowanie pierwszego tygodnia mojego Owocowego Wyzwania, którego tematem było rumiane jabłuszko. Szczegóły i wszystkie tematy znajdziecie TUTAJ.
            Dostałam dwie prace i sama wykonałam trzecią. Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę  się pobawić, to niech wysyła pracę, ja ją tutaj dodam.
           
            A teraz czas na prezentację:

Makijaż

Moja praca





Zdobienia








            Bardzo mi się podobają Wasze zdobienia. I dziękuję, że bierzecie udział w tym wyzwaniu!

            Teraz trochę organizacyjnie – jutro wyjeżdżam na wakacje, nie będzie mnie do początku sierpnia. Nie będę miała komputera, a Internet obsłużę jedynie w telefonie. Z tego względu podsumowania drugiego i trzeciego tygodnia wyzwania zostaną połączone w jedno i opublikowane  w okolicach 3. sierpnia.
            Czekam na Wasze prace, mam nadzieję, że przyłączy się Was więcej do zabawy! :)


PS Kociołek Rozmaitości miała coś zrobić, ale w końcu się jej nie udało. Dlaczego? Bo czyta Harry’ego Pottera. Nawet nie mogę na nią nakrzyczeć, bo to moja wina – ja ją zaraziłam. Ech…

czwartek, 16 lipca 2015

Tęczowe wyzwanie #2: żółty

            Cześć, Kochani!

            Dzisiaj przychodzę do Was z drugą pracą na tęczowe wyzwanie u Aggi z Kociołka Rozmaitości. Pierwsza jest już u Niej na blogu w podsumowaniu zielonego tygodnia [KLIK], a ja uznałam, że skoro tam wpis jest, to nie będę swojego wstawiać już tutaj. Zanim jednak przejdziemy do zdjęć, chciałabym przypomnieć o moim owocowym wyzwaniu – pierwszy tydzień trwa, jedną pracę już dostałam i czekam na kolejne z niecierpliwością! :)

            A teraz zdjęcia. Moją modelką była Danusia, koleżanka ze studiów. W tym tygodniu tematem przewodnim jest kolor żółty, czyli barwa, z którą bardzo nie lubię pracować. Oceńcie, jak mi poszło. Dla odmiany to zwykły makijaż, nie charakteryzacja, no bo ileż można szaleć, trochę „normalności” też czasem jest potrzebne ;)






            I jak oceniacie moją propozycję? Podoba Wam się? Może coś byście zmieniły? Lubicie kolor żółty? Czekam na Wasze komentarze!

            Buziaki ;)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Charakteryzacja SFX #11: à la Zombie

Witajcie!

Trochę zmian tutaj się nam nagromadziło – jak Wam się podoba nowy szablon? Trochę nad nim się nasiedziałam i myślę, że na pewno jest lepszy od poprzedniego. O wiele bardziej mi się podoba… i przełamuje pewien stereotyp na mój temat. Ktoś wie, jaki? :)

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną charakteryzacją. Pamiętacie może nagrody z mojego ostatniego rozdania? Jedną z nich była możliwość wybrania charakteryzacji, którą wykonam na zwycięzcy przy najbliższej okazji i taka okazja się ostatnio nadarzyła. U zwyciężczyni (Aggi En z bloga Kociołek Rozmaitości) spędziłam miło tydzień wakacji. Szczerze mówiąc, byłam nieco zaskoczona obrotem sprawy, ale też bardzo podekscytowana i zadowolona, bo z tej znajomości wynikło już wiele dobrego i mam nadzieję, że dalej tak będzie.

A oto moja praca. Aggi marzyła o tym, by ktoś przerobił ją na, cytuję: coś w stylu zombie, ale nie do końca takie zombie jak zombie, ale zombie. Co myślicie? Dobrze zinterpretowałam jej prośbę? :D





Na dzisiaj tyle. Przypominam też o moim Owocowym Wyzwaniu – nadal czekam na zgłoszenia.

Całuję Was serdecznie!

środa, 8 lipca 2015

Owocowe Wyzwanie

Dobry ;)
Jest lato, pogoda piękna (może troszkę zbyt ciepło, ale da się przeżyć), a na sklepowych półkach i w przydomowych ogródkach można znaleźć dużo świeżutkich owoców. Nic tylko jeść i uzupełniać witaminy. Można też się zainspirować, stąd też przychodzę do Was z owocowym wyzwaniem!
Tematów jest osiem, na wykonanie makijażu lub zdobienia paznokci inspirowanego każdym z nich, przewidziałam tydzień. By wziąć udział nie trzeba mieć bloga, wyzwanie jest dla wszystkich :)

Oto tematy:


Jeśli ktoś jest chętny, proszę mi dać znać w komentarzu. Prace wysyłajcie albo na mojego maila (podany w zakładce Kontakt), albo podawajcie mi linki do postów wyzwaniowych – obojętnie, czy pod tym wpisem, czy pod kolejnymi.

Zapraszam do zabawy! :)



Lista Uczestniczek

wtorek, 7 lipca 2015

Charakteryzacja SFX #10: 8 Gliwicka ArtNoc + Aktualizacja Postanowień

Witajcie!
            Nie było mnie tu całe wieki… i wiele, wiele rzeczy się działo, dużo też się pozmieniało. Dzisiaj zaktualizuję swoją listę postanowień – w porównaniu do ostatniej aktualizacji, zmiany są dość widoczne, może dlatego, że udało mi się w pełni zrealizować dwa punkty. Podsumuję też gliwicką ArtNoc.
            Ogólnie przez te dwa miesiące zostałam całkowicie pochłonięta przez naukę. Sesja zbliżała się wielkimi krokami i zabrała całą moją energię, razem z chęcią do zrobienia czegokolwiek ponad to, co jest konieczne. Kosztowała mnie też sporo nerwów – o wiele więcej, niż powinna. Dlaczego? Bo od niej zależał mój wyjazd na Erasmusa. Także, Panie i Panowie, oficjalnie mogę powiedzieć, że od września mieszkam w słonecznej Hiszpanii. Pół roku, może rok, a może na stałe, kto wie. Nie martwcie się jednak, ani bloga, ani charakteryzatorskiej pasji nie porzucę, wręcz przeciwnie. Zaczęłam w końcu walczyć o swoje marzenia i powolutku, pomalutku dążę do ich spełnienia, ale o tym za chwilę.
            Dzisiaj piszę do Was z zupełnie niespodziewanego miejsca. Pamiętacie może Aggi z bloga Kociołek Rozmaitości, która wygrała moje rozdanie? Tak, kojarzyłyśmy się wcześniej, brałam kiedyś udział w jej wyzwaniu, ale nigdy nie utrzymywałyśmy bliższych kontaktów… aż do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Aga napisała do mnie w celu podania adresu i wyboru nagrody. Zaczęłyśmy rozmawiać, całą sesję mnie wspierała, a teraz… siedzę w jej kuchni i planujemy dla Was kilka wspólnych projekcików. Nie muszę chyba dodawać, że wybrała pełen nagrodowy pakiet ;) Wyzwała mnie do wykonania czegoś dość skomplikowanego, jestem ciekawa jak mi to wyjdzie. Sama natomiast zażyczyła sobie na twarzy charakteryzację, o której od dawna marzyła. Szczegóły wkrótce. Jeśli chodzi o nagrody kosmetyczne, wybrała paletkę MUR Iconic 3 i pomadkę MUR Amazing Bliss. Całkiem przyzwoite kolorki.
           
                Dobra, dość ględzenia…

Aktualizacja postanowień – jak mi idzie?

+ Zaliczyć obie sesje (zimową i letnią) bez potknięcia – zimowa zaliczona na średnią 4,5, letnia na 4,3 :) PUNKT ZREALIZOWANY
+ Stracić 40kg do 1. stycznia 2016 – 15kg za mną, jeszcze 25. Ostatnio idzie trochę opornie, ale nadal w dół :)
+ NIE zakochać się i NIE pakować się w dziwne układy – nadal się trzymam :D
+ Od lutego lub września (chyba raczej od września, ale właściwie obojętne) pójść zaocznie do szkoły zawodowej na kierunek wizaż, stylizacja i charakteryzacja – PUNKT ZAWIESZONY, jadę na Erasmusa, postanowienie przesuwam na przyszły rok.
+ W wakacje jechać jako opiekun kolonii lub animator czasu wolnego (albo i to, i to) na co najmniej dwa turnusy w Polsce i jeden zagraniczny – z Łeby się ostatecznie nie odezwali, pomimo kilku moich maili. Jednakże mam kilka innych projektów, związanych z charakteryzacją, więc uznaję punkt za ZREALIZOWANY W INNY SPOSÓB ;)
+ Zrobić w końcu prawko – za czwartym razem się udało i jestem od pewnego czasu szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy. PUNKT ZREALIZOWANY.
+ Zrealizować swoją aktualną chciejlistę chociaż w 50% – nadal idę z tym jak burza, do kosmetyczki wpadło mi kilka perełek, łącznie z pędzlami, ale o tym wkrótce! :D
+ Przeczytać tyle książek, ile mam wzrostu – przeczytałam na razie równiutkie 40 książek i zaczęłam kolejną. Nadal nie zmierzyłam stosiku. Wszystko okaże się w grudniu, ale doliczyłam do zestawienia również te książki, które przeczytałam w ramach moich studiów. Postanowiłam jednak, że nie będą się liczyły podczas mierzenia.

            Tak wygląda moja lista postanowień. Jestem z siebie naprawdę dumna, bo udało mi się już tyle osiągnąć. Jeszcze troszkę i zrealizuję tegoroczny plan na tyle, ile to było możliwe. Cieszę się z tego przeogromnie. A teraz opowiem Wam o ArtNocy.

Gliwicka ArtNoc #8

            Rzecz działa się w Gliwicach, 20. czerwca. Tematem przewodnim były koty – jak co roku. Nie zgłosiłam się sama – zostałam zauważona i zaproszona do współudziału przez Stowarzyszenie Melina. Na wstępie bardzo chcę podziękować za szansę, jaką dostałam i za zaufanie, którym mnie obdarzono. Wiadomo, że amatorom rzadko kiedy powierza się takie zadania, obawiałam się, że mogę nie podołać, ale ostatecznie podjęłam wyzwanie i to była najlepsza decyzja tego stulecia. Moim zadaniem było wykonanie pokazu charakteryzacji – miałam na to sześć godzin.
Do Gliwic pojechały ze mną trzy koleżanki ze studiów – i bardzo dziękuję im za pomoc, bez nich nie zrobiłabym niczego. Na miejscu byłyśmy w okolicach godziny trzynastej. Pokaz miałam zacząć o czternastej, ale lało jak z cebra. Już myślałam, że nic z tego nie będzie, ale jakieś piętnaście minut przed drugą nagle pojawiło się słońce, więc organizatorom udało się zabrać za rozstawianie namiotów. Mój znajdował się w samym sercu Gliwickiego rynku, tuż obok fontanny. Śmiałam się, że mam uroczy widok na kamienny tyłek Neptuna. Równo o czternastej przygotowałam swoje stanowisko i zabrałam się do pracy.
Początkowo ludzie z powątpiewaniem patrzyli na kłębowisko lateksu na ręce i przezroczyste gluty z Artexu na twarzy pierwszej modelki - Basi. Co odważniejsi pytali, co robię, przystawali, chwilę porozmawiali. Udało mi się też przestraszyć kilkoro dzieciaków (wszystko przez te oczy :D). Z tłumu natomiast słyszałam różne teorie na temat mojej profesji, a już najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie: Tu chyba robią maseczki! – przyznajcie sami, że dość trafne jak na ówczesny stan mojej pracy :) Kiedy jednak zaaplikowałam Basi sztuczną krew na pomalowaną już rękę i twarz, zaczął się szał. Ludzie podchodzili, pytali, rozmawiali, robili zdjęcia, usłyszałam tony komplementów i wiele słów zachwytu, kiedy przyznawałam się do tego, że jestem samoukiem i całą dotychczasową wiedzę zdobyłam za pomocą Internetu oraz metody prób i błędów.
Chyba najwięcej radochy miały dzieci, które (przyzwyczajone już do mojego wyglądu) otoczyły mnie, domagając się zrobienia im takich samych ranek. Uwielbiam dzieci i lubię, jak są szczęśliwe, ale na ArtNocy to była lekka przesada, głównie przez roszczeniowych rodziców, którzy nie potrafią używać tak przydatnego organu, jakim jest mózg.
[Jeśli nie jesteś rodzicem dziecka, które charakteryzowałam podczas ArtNocy, ten akapit śmiało możesz pominąć i zacząć czytać kolejny. Po prostu nie zamierzam tego zostawić bez komentarza, a podczas ArtNocy nie miałam na takie dyskusje ani czasu, ani siły.]
Z tego miejsca pragnę poinformować Artnocowych Rodziców (jeśli to czytają, a kilkoro wzięło ode mnie adres bloga) – pilnujcie swoich pociech i nie stawiajcie ludzi przed faktem dokonanym. Nie miałam obowiązku (i raczej nie będę miała go w przyszłości, chyba że w skrajnych przypadkach), zaspokojenia zachcianek Waszych dzieci. Postawienie mnie w takiej sytuacji było dość nie fair, nie tylko z powodu cen materiałów (nie są one tanie, a warunkiem uczestnictwa w ArtNocy było zamknięcie się w kwocie otrzymanej od miasta i nie pobieranie za ewentualne usługi opłat dodatkowych od publiczności), ale przede wszystkim dlatego, że mogą być niebezpieczne. Na wspomnienie o tym, że te preparaty mogą zrobić krzywdę skórze dziecka, powinniście się grzecznie wycofać, a nie upierać się, że nic się nie stanie i mam to zrobić na Waszą odpowiedzialność (swoją drogą, gdyby któremuś maluchowi jednak coś zaszkodziło, założę się, że do odpowiedzialności i tak pociągnięta zostałabym ja). Zastanawiam się, gdzie Wy macie głowy?! Dzieci na szczęście okazały się być bardziej odpowiedzialne od Was, kiedy po moich ostrzeżeniach poprosiły, bym rany robiła jednak na rękach, a nie na twarzach. Apeluję więc do Was (a także do rodziców ogólnie) – słuchajcie i myślcie, a nie brnijcie uparcie w tego typu rzeczy, bo to może się źle skończyć. Dziękuję za uwagę, a resztę czytelników przepraszam za to wtrącenie.
Kiedy ogarnęłam dzieci i odpowiedziałam na grad pytań (czułam się momentami jak na jakimś egzaminie, ale za to na bardzo przyjemnym egzaminie), podeszła do mnie nastolatka. Nieco wycofana, ale wyglądała na zafascynowaną wyglądem Basi i tym, co się działo ogólnie. Prawie skakała z radości, kiedy na jej prośbę odpowiedziałam, że mogę jej zrobić jakieś maleństwo z lateksu. Trochę też przy okazji pogadałyśmy. Także Kochana, nie daj się tam! Wierzę, że wszystko Ci się poukłada i trzymam za Ciebie mocno kciuki! Uszy do góry!
Uwolniwszy się wreszcie od tłumów, mogłam zrobić sobie chwilę przerwy. Okazało się, że do końca zostały mi niecałe dwie godziny. Zabrałam się za malowanie Ady i Laili. Obie charakteryzacje zajęły mi resztę czasu (całe szczęście, bo kolejne stado sępów z dziećmi już się szykowało do nalotu, a jakie pretensje mieli, kiedy powiedziałam, że swoją pracę już skończyłam – wkręcili sobie, że osoby, które stały za moimi plecami i oglądały jak pracuję, czekają w kolejce, a poprosić albo chociaż zapytać to już nie było komu. Nienawidzę podejścia typu bo mi się należy. Kocham te robotę, ale bez przesady. Trochę kultury i szacunku!).
Pomijając te niewielkie incydenty (na które byłam w sumie przygotowana), ArtNoc była niesamowitym i bardzo pozytywnym przeżyciem, które na pewno zostanie powtórzone za rok, ponieważ od razu otrzymałam taką propozycję i z radością ją przyjęłam. Galeria Melina okazała się też w pewnym sensie moją skrzynką kontaktową, bo po pokazie kilku fotografów zainteresowało się podjęciem ze mną współpracy i bardzo mnie to cieszy! Zobaczymy, co z tego wyjdzie, na razie jestem pełna nadziei, bo otwierają się przede mną kolejne drzwi i możliwość podjęcia nowych wyzwań, zdobycia innych doświadczeń, niż dotychczas. Powoli wszystko się układa i idzie ku lepszemu. Gdyby ktoś jeszcze pół roku temu mi powiedział, co mnie czeka, w życiu bym nie uwierzyła. Teraz jednak patrzę w przód z uśmiechem i nie mogę się doczekać, co będzie dalej. Może jednak uda mi się spełnić moje marzenia? :)

A teraz kilka zdjęć…

Modelki
Barbara Kubies – Zombie
Adrianna Targosz – Czaszka
Laila Farouni – Joker

Dziękuję Wam raz jeszcze! :*














I to by było na tyle. Podobało się? Czekam na Wasze komentarze. Niedługo odezwę się ponownie – zapewne z którymś z projektów z Aggi :) Wyczekujcie!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wyniki Rozdania

Witajcie!
            Będzie krótko, bo piszę ten post tylko po to, żeby nie trzymać Was dłużej w niepewności – i tak dawno minął termin ogłoszenia wyników. Losowanie odbyło się już jakiś czas temu, ale nie mam czasu nawet spać, a co dopiero pisać coś na bloga. Za tydzień kończę sesję i wtedy Wam opiszę, co się działo, dlaczego mnie nie było i co się pozmieniało – a pozmieniało się naprawdę wiele. Mam też parę rzeczy do pokazania – ale tak jak mówię, wszystko po sesji. Przepraszam, że zniknęłam prawie bez słowa. Niestety – byłam po prostu zmuszona to zrobić. Bardzo dużo się dzieje i niekoniecznie są to dobre rzeczy (chociaż tych też nie brakuje). Przykładowo – moje jutrzejsze urodziny spędzę pod znakiem egzaminu i nauki na kolejny. Dobrze, koniec narzekania, więc nie przedłużając…

Do losowania użyłam znanej chyba wszystkim strony do generowania liczb. Wszystkich losów było 143. Losowałam RAZ i trafiło na poniższy numer:


Los do niego przyporządkowany należy do:


Gratuluję moja droga! Nagroda to oczywiście jedna z palet MUR z serii 12 podłużnych cieni, a niespodzianka to wybrana pomadka, również z MUR oraz możliwość zostania przeze mnie pomalowaną i/lub wyzwania mnie do wykonania dowolnej charakteryzacji. Czekam na Twoje decyzje z niecierpliwością!
PS ten czwarty los był dodany za subskrybcję mojego kanału na YouTube.

Wszystkim uczestnikom dziękuję za udział w rozdaniu. Za jakiś czas pojawi się kolejne. Nie stawiajcie na mnie krzyżyka – wrócę. Ale muszę najpierw ogarnąć wszystko wokół siebie.

Ślę Wam buziaki!!!


wtorek, 5 maja 2015

Recenzja #4: W7, Neon Nights Electric Eye Colour Palette

            Witajcie!
            Możecie mnie zabić, krzyczeć, wieszać i w ogóle, ale naprawdę nie potrafię sobie ostatnio zorganizować czasu tak, żeby wystarczyło go na wszystko. Posty dla Was powstają hurtowo, ale nie zostają dokończone i kilka czeka w kolejce. Mam poczucie, że strasznie Was zaniedbałam, więc dzisiaj mała recenzja… a raczej prezentacja z kilkoma moimi wtrąceniami.
            Z newsów – zdałam w końcu prawko. Cztery razy podchodziłam i w końcu się udało. Poza tym są już oficjalne informacje i na Erasmusa jadę na 101%. Do Hiszpanii. Z tym, że nie wiem jeszcze do jakiego miasta. Chciałam do León, ale nie wiadomo, czy się uda. Straszne jaja były z tymi rekrutacjami i miejscami dla mojego kierunku. Szkoda nawet opowiadać, więc przechodzę już do tematu tego wpisu.
            Przypominam też o rozdaniu! Szczegóły TUTAJ.

            W poprzednich recenzjach wspominałam, że produkty opisuję według własnej skali ocen. Każdy rodzaj kosmetyków ma osobne kategorie i mam nadzieję, że dzięki temu napiszę wszystko, co chcielibyście wiedzieć. Jeżeli jednak tak się nie stanie, to pytajcie w komentarzach – chętnie odpowiem!


            Dzisiaj na tapetę biorę cienie firmy W7. Paletka nazywa się Neon Nights Electric Eye Colour Palette.


Konsystencja i wykończenie (2/5)
            Ich konsystencja nie jest do końca możliwa do opisania, ponieważ w opakowaniu wydają się nawet próbować uzyskać miano kremowych, ale niestety okazują się suche i dość kruche. Wiadomo, że nie można się spodziewać zbyt wiele po cieniach w tym przedziale cenowym, ale patrząc na jakość Sleeka i MUR, które raczej kosztują mniej… niestety. Paletka nie spełnia oczekiwań. Jeśli chodzi o wykończenie – wśród tych 12 cieni jest różnorodność. Mamy tutaj mat, delikatną satynę i drobinki. Jest nawet jeden kolor (fiolet, trzeci od prawej), który chyba próbował być duochromem, ale po drodze coś mu nie do końca wyszło. Ogólnie jeśli chodzi o wykończenia – jest w miarę, coś się w tej paletce dzieje.
Aplikacja i pigmentacja (2,5/5)
Cienie się nieco osypują, jeśli nie położymy ich na żadną bazę. Podobnie jest z rozcieraniem. Jeśli jednak bazę mamy (nie ważne jaką), to te problemy automatycznie znikają. Pigmentacja jest taka jak widać na zdjęciu, swatche są zrobione bez bazy – szału nie ma, ale nie można też powiedzieć, że jest źle. Kolory są widoczne.


Trwałość (3/5)
Byłam pozytywnie zaskoczona, cienie na bazie trzymają się super przez cały dzień. Bez bazy po jakimś czasie stają się bledsze, ale nadal widać pigment, a makijaż nie wygląda źle. Na moich powiekach nie rolowały się.
            Cena i opakowanie (2,5/5)
            Punkty dałam tutaj przede wszystkim za opakowanie. Jest bardzo wygodne, wykonane z grubego tworzywa. Pudełeczko zatrzaskuje się mocno, miałam niewielki kłopot z jego otworzeniem i dobraniem się do zawartości. Na gramaturę też nie można narzekać (15,6g.). A dołączony pędzelek jest całkiem przyzwoity. Co do ceny – w TK Maxx zapłaciłam 30 złotych zamiast (wg naklejki) 70. Uważam, że nawet cena promocyjna nie jest adekwatna do wartości tego produktu. Absolutnie to nie jakość, za którą warto zapłacić niemal tyle samo, ile kosztują cienie Sleeka (w przypadku promocji), czy Zoevy (cena regularna).
Dostępność i wydajność (2/5)
            Paletki nie można dostać w polskich sklepach stacjonarnie. Nie znalazłam jej też na Allegro, ani w drogeriach internetowych. Można ją dostać w TK Maxx (zapewne też nie w każdym) lub na e-bayu i innych zagranicznych sklepach. Uważam jednak, że to nie jest minus, ponieważ ta paletka to raczej ciekawostka i ewentualnie dobra opcja pod eyelinery z dodatkiem Duraline. Jeśli chodzi o wydajność – gramatura jest na tyle duża, że pewnie wykorzystam je do wielu rzeczy, a i tak sporo produktu się przeterminuje…  
            Podsumowanie
            Punkty: 12/25
            Ocena: 3 – przyzwoite, ujdzie
            Paletka ledwo załapała się na tę ocenę, ale myślę, że jest ona odpowiednia. Można kupić, ale w tej samej cenie dostanie się o wiele lepsze jakościowo cienie np. od Zoevy.

            Na koniec muszę się pochwalić prezentem. Nie pokazuję całości, wybrałam jedynie te produkty, które najbardziej mi przypasowały. W tym roku urodziny obchodzę już od maja – dziękuję Ci, Mruczuś, za moją Mary Lou całą resztę!!! <3



            Na dzisiaj tyle. Czekam na Wasze komentarze dotyczące zarówno recenzji jak i reszty wpisu! Napiszcie mi też, czy bylibyście zainteresowani postami kategorii lifestyle – np. o mojej diecie, czy o innych moich zainteresowaniach, niż makijaż i charakteryzacja.
Postaram się też pokończyć wszystkie wpisy i je tutaj opublikować najszybciej jak się da. W międzyczasie proszę, trzymajcie za mnie kciuki. Zbliża się już sesja, wykładowcy sobie przypomnieli o kolokwiach i mam teraz prawdziwą lawinę zaliczeń.

            Buziaki!