sobota, 21 lutego 2015

Charakteryzacja SFX #6: SugarSkull #2 + kolejny bonus rozdaniowy

Witajcie!
            Na początek przypominajka! Do końca mojego rozdania został już tylko tydzień! Czas leci bardzo szybko, wiem już mniej więcej, które z dotychczas zgłoszonych osób dostaną dodatkowe losy, ale wszyscy nadal mają na nie szansę. Z okazji trzydziestego postu, każdy, kto pod swoim (treściwym) komentarzem doda „30”, dostanie bonusowy los :)

Zapomniałam się ostatnio pochwalić, że zdałam egzamin teoretyczny na prawko (71/74, dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków) i jestem już po sześciu godzinach jazd. Zostałam też pochwalona przez instruktora, który twierdzi, że będę bardzo dobrym kierowcą… i jestem z siebie dumna. Nie przypuszczałam, że prowadzenie samochodu aż tak mi się spodoba! :D

Dzisiaj kolejna charakteryzacja, druga (w sumie trzecia, ale tamta się nie liczy, bo jest w poście o porażkach xD) SugarSkull na tym blogu (pierwszą możecie zobaczyć TUTAJ). Zdjęcia są autorstwa mojej kochanej Ady :*, która była naczelnym fotografem podczas fiesty karnawałowej, organizowanej na mojej uczelni przez Koło Naukowe Hispanistów, którego jestem przewodniczącą :) I właśnie na tej fieście zostały wykonane, zdążyłam się nawet trochę już rozmazać ^^
 Kilka fotek z wydarzenia możecie znaleźć TUTAJ.

SugarSkull #2

Czas poświęcony na wykonanie tej charakteryzacji: ok. 3 godzin



Kosmetyki/Produkty/Materiały
Wibo, Primer Base
Kryolan, Liquid Latex
Kryolan, SFX Blood, kolor: dark
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever
Donegall, Full Highlight Eyelashes
Maybelline NY, The Collosal Volium Express Mascara
Pierre Rene, Loose Powder 
StarGazer, Liquid Foundation white
Bourjois, 123 Perfect no 53 light beige
Golden Rose, Dream Lips 516
NYX, Jumbo Eye Pencil 604 milk
My Secret, Waterproof Eyeliner
Sleek, Face Form Contouring and Blush Palette Fair 372
Essence, Pigments nr 13 paparedzzi
Sleek, i-Divine Rio Rio, kolory: cachaca, night fever, leblon
Essense, Frame4Fame klej do rzęs
Dżety
Gąbeczki lateksowe

Całość przetrwała w dość dobrym stanie do końca fiesty, mimo, że się nie oszczędzałam. Nic nie spowodowało też u mnie uczulenia, czego trochę się obawiałam ze strony podkładu ze StarGazera (nie nosiłam go wcześniej długo), ale niepotrzebnie.
Na dzisiaj tyle. Niebawem szykujcie się na recenzję. Czego? Niech to zostanie na razie moją słodką tajemnicą. Powiem tylko, że kończę właśnie testy ;)

Do następnego!

niedziela, 15 lutego 2015

Kuracja drożdzowa: druga strona medalu

Witajcie!
            Najpierw przypomnę o ROZDANIU, bo później nie będzie raczej okazji. Jest coraz mniej czasu na zgłoszenia :)

            Dzisiaj post trochę z innej beczki i jestem przygotowana na falę krytyki, jaka pewnie po tym mnie zaleje, ale może uda mi się ostrzec chociaż kilka osób. Celem tego postu nie jest też obrażanie kogokolwiek. Potraktujcie to po prostu jako alternatywę dla wpisów, które zachwalają bezkrytycznie takie kuracje.
Nie piszę tego też z własnego widzimisię – dzielę się z Wami jedynie wiedzą, którą uzyskałam od pewnej pani doktor. To ona wybiła mi takie rzeczy raz na zawsze z głowy. Jest osobą bardzo konkretną i godną zaufania, pomogła mi też przygotować dla Was ten artykuł. Cieszę się, że zapytałam ją o zdanie i dzięki temu udało mi się uniknąć przykrych konsekwencji. Niestety znam osoby, które nie miały tyle szczęścia, ale dobrze, że skończyło się tylko na podrażnieniu żołądka i wysypkach. O czym mowa?

Oczywiście o piciu drożdży. Ta, od jakiegoś czasu bardzo popularna i z pozoru cudowna, kuracja może być bardzo szkodliwa dla naszego zdrowia (a nawet życia, bo w skrajnych przypadkach skutki mogą być tragiczne). Rzecz jasna drożdże jako składnik ciasta, czy źródło witamin grupy B (nie zapominajmy też o alkoholu :D ) są zupełnie nieszkodliwe i nie trzeba się ich zupełnie obawiać, ponieważ w tak maleńkiej ilości nie zrobią nikomu krzywdy – wręcz przeciwnie. Chodzi tu przede wszystkim o kurację, która jest długotrwała i łączy się ze spożywaniem ich codziennie – w dużo większej, niż dopuszczalna ilości.
Wiadomo, że nie każdy zachoruje i w większości przypadków wszystko skończy się jedynie wysypem pryszczy na twarzy albo w ogóle przejdzie bez echa, a Wy będziecie się cieszyły z kilku dodatkowych centymetrów długości i objętości włosów, ale skąd macie pewność, że właśnie Wam ona nie zaszkodzi? Skutki uboczne mogą być widoczne dopiero po roku i więcej, bo same dostarczacie do swojego organizmu mini bombę z opóźnionym zapłonem.

Przed wypiciem drożdży oczywiście się je zabija – możecie uznać, że to Was uchroni przed wszelkimi negatywnymi skutkami ich wpływu. Nic bardziej mylnego. Nawet zabite drożdże (a nie mamy przecież 100% pewności, że są martwe) mogą być pośrednio pożywką dla ich kolegów (również innych gatunków), którzy mieszkają w naszym organizmie i stanowić bodziec do intensywniejszego ich rozmnażania. Z takim mechanizmem możemy sobie nie poradzić, a co za tym idzie nasza naturalna równowaga zostanie zaburzona. Pierwszy objaw to właśnie wspominany wysyp na twarzy, kiedy to próbujemy się przed tym bronić. W 80% przypadków na tym się kończy, organizm się oczyszcza i wszystko wraca do normy. Czasem może to nieco pogorszyć cerę, ale czasem wyjdzie jej na dobre. Brzmi nawet w porządku. Ale co się dzieje, kiedy organizm jednak sobie nie poradzi?
Problemy z układem pokarmowym nie muszą być tylko kwestią tego, że ktoś ma słaby żołądek, który nie toleruje picia napoju drożdżowego. Nadmiar grzybów może uszkodzić wątrobę, jelita, żołądek a nawet nerki – szczególnie, jeśli przypadkowo w naszych organizmach pojawią się grzyby pleśniowe (które mogą mieć idealne warunki do rozwoju właśnie dzięki drożdżom). Mikotoksyny, będące ich metabolicznymi produktami są bardzo niebezpieczne. Skażenie nimi może skończyć się nawet śmiercią. Piszę bardzo czarne scenariusze, wiem – prawdopodobieństwo jest bardzo znikome, ale jest. Powodem tego nie są też wyłącznie drożdże, które wydają się w tym wszystkim wręcz niewinne, ale jednak mogą się przyczynić.
Kolejna sprawa? Drożdżyca. Tak, drożdże spożywcze to zupełnie inny szczep, wykorzystuje się je czasem nawet do jej leczenia… Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że w jakiś sposób Candida Albicans dostała się do naszego krwioobiegu (np. mamy mikroskopijny uraz skóry i dotknęliśmy nie tego, co trzeba), a przy okazji nasz organizm (który lubi utrudnić sobie czasem życie) uznał, że z martwych drożdży może wydzielić kilka substancji i zainicjować kilka niewinnych reakcji chemicznych, tworząc tym samym doskonałą pożywkę dla innych drożdżaków. Candida znalazła idealne warunki do rozwoju i zawitała u nas na stałe. Zaczęła się rozmnażać i problem gotowy. Gdyby nie nasze kochane drożdże, szanse goszczenia tych grzybków byłyby nieco mniejsze – oczywiście, że nie zerowe, ale (nawet jeśli minimalnie) jednak mniejsze. Oto kolejny czarny scenariusz.
To nie wszystko, mam jeszcze kilka, ale przedstawię już tylko jeden, dla mnie chyba najgorszy, ponieważ jestem nim bezpośrednio zagrożona i to nie przez drożdże. Dam mu ładny tytuł: cukrzyca typu 2.  
Nie, nie zrozumcie mnie źle, drożdże same w sobie nie powodują cukrzycy. Cukrzycę powoduje wiele innych czynników, ale drożdże mają wpływ na dwa z nich. Dwa dość istotne. Mowa oczywiście o gospodarce węglowodanowej (szczególnie w przypadku glukozy) i otyłości. Nie będę się tutaj rozpisywać, zobaczcie, co napisała kiedyś pani Iza Raczkowska na swoim blogu: 
 Drożdże, których spożycie nie jest obojętne dla naszego organizmu, to jednokomórkowe grzyby, których formy są odporne zarówno na działanie naszych kwasów żołądkowych jak i wysokiej temperatury. Drożdże powoli powolutku wypierają pozytywną florę jelitową rozmnażając się w postępie geometrycznym. Sprawiają że zawartość naszych jelit zaczyna fermentować i gnić. Jeżeli trwa to długo, to w naszych jelitach źle się dzieje. Do tego jeśli nie jemy zbyt dużo błonnika oraz surowych warzyw zapewniających enzymy pozytywna flora jelitowa zanika prawie zupełnie. Konsekwencją tego jest nieprawidłowa praca jelit, wzdęcia, gazy, nieprawidłowa perystaltyka. Mamy niedobory witamin i mikro oraz makroelementów ponieważ do ich prawidłowego wchłaniania konieczna jest prawidłowa flora w naszym przewodzie pokarmowym. Organizm zaczynają także zatruwać efekty przemian materii nieprawidłowej flory. Jesteśmy zmęczeni, brak nam energii. Nie wysypiamy się. Mimo tego, że dużo jemy cały czas jesteśmy głodni ponieważ nasz organizm domaga się minerałów i witamin. Zaczynamy tyć. Zaczynamy chorować a nasz układ immunologiczny nie daje rady.
Myślę, że nie muszę tu nic już dodawać.

Z drugiej strony drożdże rzeczywiście są źródłem wielu witamin, cynku i aminokwasów. Z tym, że aby z tego bogactwa skorzystać wcale nie trzeba ich pić. Oto przepisy, które kiedyś gdzieś znalazłam, zmodyfikowałam pod swoje potrzeby i z których korzystam regularnie. Jestem bardzo zadowolona z efektów i (co więcej) mam pewność, że nie ryzykuję swojego zdrowia.  
Maseczka na twarz
25dag drożdży piekarskich
¾ szklanki ciepłego mleka
Dwie łyżki oliwy z oliwek
Drożdże rozpuścić w mleku, dodać oliwę z oliwek, dobrze wymieszać. Nałożyć wszystko na twarz i po 10 minutach spłukać ciepłą wodą.
Kąpiel drożdżowa
Litr naparu z kwiatów lipy
50dag drożdży piekarskich
Drożdże rozpuszczamy w ciepłym naparze, wlewamy do wanny z ciepłą wodą i bierzemy kąpiel :)
Maseczka na włosy i paznokcie
W zależności od zastosowania, długości i ilości włosów trzeba dobrać inną ilość składników, ale zachowując w miarę proporcje. Ja podaję ilości, które używam do swoich włosów (gęste i grube, do talii) i paznokci (tu będzie raczej uniwersalnie).
30dag drożdży piwnych (włosy)/ dwie łyżki stołowe (paznokcie)
Dwie szklanki ciepłego mleka/ pół szklanki
4 łyżki stołowe miodu (lipowy najlepszy)/ łyżeczka
Kubeczek jogurtu naturalnego (typu greckiego najlepszy)/ łyżka stołowa
Drożdże rozpuszczamy w mleku, odstawiamy do ciepłego miejsca na pół godziny. Dodajemy miód i jogurt, dobrze mieszamy.
Nakładamy na suche włosy. Po 45 minutach spłukujemy obficie, możemy umyć, ale lepiej zostawić do wyschnięcia bez kosmetyków, pójść spać i umyć dopiero rano.
Jeśli chodzi o paznokcie, to najlepiej wsadzić je do miseczki z miksturą i trochę potrzymać. Ja sobie włączam jakiś serial i trzymam cały odcinek, ale 10-15 minut też powinno wystarczyć. Później zmywamy ciepłą wodą.

Zostawiam Was z tym postem i pytaniem, czy na pewno warto ryzykować zdrowiem tylko dlatego, że chce się mieć dłuższe włosy. Możliwe, że powiecie iż przesadzam, bo to, co opisałam jest równie prawdopodobne jak to, że wśród miliona ludzi piorun trafi właśnie we mnie, ale warto mieć świadomość, że licho nie śpi. Czekam na wszelkie słowa krytyki, zapraszam też do dyskusji.
Mam nadzieję, że dałam Wam trochę do myślenia. Jeśli przeczytałyście całość, jestem z Was dumna – bo „trochę” się rozpisałam :D
           
Następny post będzie albo makijażowy, albo pojawi się recenzja. Wyczekujcie go niebawem :)

sobota, 14 lutego 2015

Akcja Podaruj Paczuchę + walentynkowy bonus rozdaniowy

Witajcie!
            Dziś walentynki, więc z tej okazji życzę Wam dużo miłości i radości! A dla tych, którzy biorą udział w moim ROZDANIU – jeżeli skomentują ten post (liczą się tylko treściwe wpisy, więc „fajne”, „super” itd. nie będą brane pod uwagę) i na końcu komentarza dodadzą serduszko (<3), otrzymają jeden dodatkowy los :)
           
            Przychodzę do Was z podsumowaniem akcji PodarujPaczuchę, która była organizowana przez Dymka. Banner tej akcji był długo na moim blogu, więc może któraś z Was się orientuje w temacie.
Zanim jednak przejdę dalej, chcę bardzo, bardzo podziękować Dymkowi za to, że obdarzyła mnie zaufaniem i pozwoliła wziąć udział w akcji. W regulaminie był jeden warunek (dla mnie nie do przeskoczenia), że blog musi mieć pół roku. Kalakteryzacja powstała w ostatni dzień listopada 2014, więc minęło dopiero dwa i pół miesiąca, a w trakcie zgłoszeń do akcji nie miała nawet jednego. Dlatego naprawdę jest za co dziękować!
Co kupiłam ja, dla kogo i dlaczego – możecie dowiedzieć się od samej obdarowanej TUTAJ.

A teraz kolej na moją paczuszkę. Przygotowała ją dla mnie Justyna z bloga Perfectly Prettily. Dziewczyna spisała się na medal, wszystkie produkty trafiły idealnie w moje gusta (nawet różowa pomadka MUR, do której nie byłam przekonana… ale tylko do momentu jej wypróbowania – nie przypuszczałam, że aż tak pięknie się komponuje z czerwonymi włosami).

Paczuszka dotarła do mnie w ślicznej zielonej torebeczce w grochy, ze słodką różową kokardką. Dla mnie wszystko, co zielone jest śliczne, ale ta torebeczka jest wyjątkowo urocza.


Co znalazłam w środku?



Pocztówkę z miasta Justyny, z kilkoma kochanymi słowami. Od razu na sercu robi się cieplej, kiedy właściwie obce osoby potrafią być dla Ciebie tak serdeczne i robią to zupełnie bezinteresownie… Swoją drogą – uwielbiam pocztówki. Moja tablica korkowa jest nimi zapełniona i ta również na niej zawisła. Na samym środku :)
Śliczne zielono-srebrne kolczyki – z którymi się nie rozstaję, odkąd je dostałam.
Essie, 740 – piękny kolor! Mam go właśnie na paznokciach.
Kringle Wax Melt, Warm Cotton – tak ślicznie pachnie…
Astor, 24 Perfect Stay Eye Shadow & Liner, 600 Deep Purple – nie wiem skąd wiedziała, ale potrzebowałam ostatnio takiego koloru w swojej kolekcji, więc trafiła idealnie!
Makeup Revolution, Iconic 1 – spełniła tym samym moje marzenie, bo chciałam bardzo mieć tę paletkę w swojej kolekcji
Makeup Revolution, Lipstick, Scandalous Shade: wspominany róż oraz Vamp Shade: dla mnie tak idealna, jak tylko może być szminka!

Moja paczuszka sprawiła mi wiele radości. Dziękuję Ci, Justynko! :*

Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała jeszcze niejedną okazję, by powtórzyć tę przygodę. Bawiłam się świetnie!
A Wam jak się podoba moja paczuszka? Chciałybyście wziąć udział w takiej akcji? Których produktów chciałybyście recenzje, bo wybieram właśnie coś dla Was i nie mogę się zdecydować. Czekam na Wasze komentarze!


niedziela, 8 lutego 2015

Parę słów na temat postanowień i zaległy szał zakupowy

Cześć!
            Tyle ostatnio się dzieje, że nie nadążam sama za sobą. Tu prawo jazdy (w środę egzamin), tu jakieś imprezy, tam obowiązki przewodniczącej koła naukowego i starosty i jeszcze parę dziwnych sytuacji, w które ostatnio się wplątałam. Tak bardzo prawdziwe jest stwierdzenie „uważaj, czego sobie życzysz”... No, ale przynajmniej nie mogę narzekać na nudę! :D

            Przypominam, że do końca mojego ROZDANIA zostało już tylko 20 dni!

            Pierwsza sprawa na dzisiaj to moje postanowienia na ten rok – jak mi idzie?
+ Zaliczyć obie sesje (zimową i letnią) bez potknięcia – zimowa zaliczona na średnią 4,5 :)
+ Stracić 40kg do 1. stycznia 2016 – straciłam w styczniu 4kg!
+  NIE zakochać się i NIE pakować się w dziwne układy – cóż, powiedzmy… nie zakochałam się, więc się liczy! ;) Co do dziwnych układów, to z tym bywa różnie.
+ Od lutego lub września (chyba raczej od września, ale właściwie obojętne) pójść zaocznie do szkoły zawodowej na kierunek wizaż, stylizacja i charakteryzacja – tak jak myślałam, celuje we wrzesień (jeśli nie wyjadę na Erasmusa)
+ W wakacje jechać jako opiekun kolonii lub animator czasu wolnego (albo i to, i to) na co najmniej dwa turnusy w Polsce i jeden zagraniczny – dostałam propozycję pracy w Łebie na kolonii.
+ Zrobić w końcu prawko – egzamin teoretyczny w środę!
+ Zrealizować swoją aktualną chciejlistę chociaż w 50% – jestem w trakcie!
+ Przeczytać tyle książek, ile mam wzrostu – przeczytałam na razie 8 książek od początku roku i czytam 9… nie mierzyłam jednak jeszcze stosiku. Wszystko zapisuję, zobaczymy!

            A teraz kolej na Szał Zakupowy. 
Jesteście ciekawe, co mi tam wpadło w rączki w ciągu ostatniego miesiąca? Jeśli tak, to zapraszam ;)


Wild Zebra, Ceramic Brush – jest świetna! Niestety chyba niedostępna w Polsce poza TKMaxxem
Eveline Cosmetics, Slim Extreme 4D – olejek do ciała redukujący rozstępy I cellulit. Możecie spodziewać się jego recenzji.
Rossmann, rękawica do masażu


Eveline Cosmetics, kuracja wzmacniająca – również szykuje się recenzja (po jej zakończeniu).
Original Source, 80 Zingy Lines Lime – uwielbiam te żele pod prysznic
Bourjois, 123 Perfect no 53 light beige


Golden Rose, Eybrow Powder 105 – też coś mi się widzi, że będzie recenzja
Golden Rose, Dream Lips 516


StarGazer, White Foundation
StarGazer, Lip Stick black – uwielbiam ją! Szkoda, że czarne usta na co dzień wyglądają nieco… dziwnie :)
Sleek, i-Divine: Garden of Eden
Golden Rose, Velvet Matte Lipstick 18 – w tej też się zakochałam!
+ nie ma na zdjęciach, bo zapomniałam wyczyścić, a brudnego Wam nie pokażę – taka niedobra będę ;)
Hakuro, H50s


Uff, dotrwałyście do końca? :) Co powiecie na moje zakupy? Macie któryś z tych kosmetyków albo chcecie czegoś spróbować? A może uważacie, że któreś z nich to tylko strata pieniędzy? :) Czekam na Wasze opinie! I trzymajcie mocno kciuki za mój egzamin…

poniedziałek, 2 lutego 2015

Wyzwanie Hogwarts Inspired, podsumowanie

Cześć!
            Czas podsumować pierwsze zakończone wyzwanie na tym blogu. Nie było nas dużo, ale każdy z Domów Hogwartu doczekał się 3 cudownych makijaży!
Wszystkie uczestniczki (jeśli się zgłoszą) otrzymają dodatkowe losy w moim rozdaniu (szczegóły >>KLIK<<).

W wyzwaniu wzięły udział, za co bardzo Im dziękuję:
Aggi En (Ravenclaw, Hufflepuff, Slytherin)
ESM Beauty (Ravenclaw, Gryffindor, Hufflepuff, Slytherin)
Mruczek (Gryffindor)

A oto nasze prace:

góra: Esm Beauty, Aggi En
dół: Kaleid

góra: Esm Beauty, Mruczek 
dół: Kaleid

góra: Esm Beauty, Aggi En 
dół: Kaleid

góra: Esm Beauty, Aggi En 
dół: Kaleid
Mam nadzieję, że w kolejnym wyzwaniu będzie nas więcej. Oczywiście kto chce, może jeszcze coś zmalować, chętnie dodam inne prace w tym poście!

A tymczasem koniec psot! I do następnego ;)

niedziela, 1 lutego 2015

Wyzwanie Hogwarts Inspired, #4 Slytherin

Witajcie!
            Wreszcie po sesji. Skończyłam z cudowną średnią, wszystko pozaliczałam na czas, teraz tylko muszę iść do dwóch wykładowców i poprosić o przepisanie ocen, bo mam ich przedmioty zaliczone na polonistyce (i do tego na 5, czego można chcieć więcej). Także wracam do Was, moi kochani!
            Dzisiaj ostatni makijaż (a właściwie znów coś, co powinno raczej mieć etykietkę „charakteryzacja”) z serii Hogwarts Inspired. Jutro pojawi się podsumowanie wyzwania.
            Przypominam też o rozdaniu! Jeszcze 27 dni do końca… ale lepiej teraz, niż później, bo może Wam wpaść dodatkowy los. Szczegóły >>TUTAJ<<.

            Hogwarts Inspired #4: Slytherin


Przyszła pora na Slytherin – dom ambicji, sprytu i zaradności. Dom czystokrwistych Czarodziejów. Mój dom.
            Jestem Ślizgonką od samego początku, a dorastałam razem z serią i wszystkie premiery należały do mnie, bo Kamień Filozoficzny dostałam od Mamy zaraz po tym jak ukazał się w Polsce.
            A oto moja praca. Na sobie mam szatę Slytherinu – dorwałam na e-Bayu jakoś dwa lata temu :D





Kosmetyki
Oczy:
Sleek, i-Divine Ultra Mattes V1, Garden of Eden, Acid: wszystkie zielenie; Rio Rio: Cachaca
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever
Maybelline NY, The Collosal Volium Express Mascara
Donegall, Full Highlight Eyelashes
Essense, Frame4Fame klej do rzęs
Kryolan, Jolly Face Palette, kolor czarny
Twarz:
StarGazer, Liquid Foundation white
Pierre Rene, Loose Powder 
Essense, Frame4Fame klej do rzęs
Dżety
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever na brwiach
Usta:
StarGazer, Lip Stick black
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever

            I to by było dzisiaj na tyle. Zapraszam do udziału w rozdaniu i, jeśli ktoś jeszcze ma ochotę, do dołączenia do wyzwania Hogwarts Inspired.

            Czekam na Wasze komentarze. Cieszę się, że w końcu mogę do Was wrócić!

PS zapisałam się na Wielki Test Kosmetyków :)
Link: http://wtk.mazidelka.pl/index.php