wtorek, 7 lipca 2015

Charakteryzacja SFX #10: 8 Gliwicka ArtNoc + Aktualizacja Postanowień

Witajcie!
            Nie było mnie tu całe wieki… i wiele, wiele rzeczy się działo, dużo też się pozmieniało. Dzisiaj zaktualizuję swoją listę postanowień – w porównaniu do ostatniej aktualizacji, zmiany są dość widoczne, może dlatego, że udało mi się w pełni zrealizować dwa punkty. Podsumuję też gliwicką ArtNoc.
            Ogólnie przez te dwa miesiące zostałam całkowicie pochłonięta przez naukę. Sesja zbliżała się wielkimi krokami i zabrała całą moją energię, razem z chęcią do zrobienia czegokolwiek ponad to, co jest konieczne. Kosztowała mnie też sporo nerwów – o wiele więcej, niż powinna. Dlaczego? Bo od niej zależał mój wyjazd na Erasmusa. Także, Panie i Panowie, oficjalnie mogę powiedzieć, że od września mieszkam w słonecznej Hiszpanii. Pół roku, może rok, a może na stałe, kto wie. Nie martwcie się jednak, ani bloga, ani charakteryzatorskiej pasji nie porzucę, wręcz przeciwnie. Zaczęłam w końcu walczyć o swoje marzenia i powolutku, pomalutku dążę do ich spełnienia, ale o tym za chwilę.
            Dzisiaj piszę do Was z zupełnie niespodziewanego miejsca. Pamiętacie może Aggi z bloga Kociołek Rozmaitości, która wygrała moje rozdanie? Tak, kojarzyłyśmy się wcześniej, brałam kiedyś udział w jej wyzwaniu, ale nigdy nie utrzymywałyśmy bliższych kontaktów… aż do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Aga napisała do mnie w celu podania adresu i wyboru nagrody. Zaczęłyśmy rozmawiać, całą sesję mnie wspierała, a teraz… siedzę w jej kuchni i planujemy dla Was kilka wspólnych projekcików. Nie muszę chyba dodawać, że wybrała pełen nagrodowy pakiet ;) Wyzwała mnie do wykonania czegoś dość skomplikowanego, jestem ciekawa jak mi to wyjdzie. Sama natomiast zażyczyła sobie na twarzy charakteryzację, o której od dawna marzyła. Szczegóły wkrótce. Jeśli chodzi o nagrody kosmetyczne, wybrała paletkę MUR Iconic 3 i pomadkę MUR Amazing Bliss. Całkiem przyzwoite kolorki.
           
                Dobra, dość ględzenia…

Aktualizacja postanowień – jak mi idzie?

+ Zaliczyć obie sesje (zimową i letnią) bez potknięcia – zimowa zaliczona na średnią 4,5, letnia na 4,3 :) PUNKT ZREALIZOWANY
+ Stracić 40kg do 1. stycznia 2016 – 15kg za mną, jeszcze 25. Ostatnio idzie trochę opornie, ale nadal w dół :)
+ NIE zakochać się i NIE pakować się w dziwne układy – nadal się trzymam :D
+ Od lutego lub września (chyba raczej od września, ale właściwie obojętne) pójść zaocznie do szkoły zawodowej na kierunek wizaż, stylizacja i charakteryzacja – PUNKT ZAWIESZONY, jadę na Erasmusa, postanowienie przesuwam na przyszły rok.
+ W wakacje jechać jako opiekun kolonii lub animator czasu wolnego (albo i to, i to) na co najmniej dwa turnusy w Polsce i jeden zagraniczny – z Łeby się ostatecznie nie odezwali, pomimo kilku moich maili. Jednakże mam kilka innych projektów, związanych z charakteryzacją, więc uznaję punkt za ZREALIZOWANY W INNY SPOSÓB ;)
+ Zrobić w końcu prawko – za czwartym razem się udało i jestem od pewnego czasu szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy. PUNKT ZREALIZOWANY.
+ Zrealizować swoją aktualną chciejlistę chociaż w 50% – nadal idę z tym jak burza, do kosmetyczki wpadło mi kilka perełek, łącznie z pędzlami, ale o tym wkrótce! :D
+ Przeczytać tyle książek, ile mam wzrostu – przeczytałam na razie równiutkie 40 książek i zaczęłam kolejną. Nadal nie zmierzyłam stosiku. Wszystko okaże się w grudniu, ale doliczyłam do zestawienia również te książki, które przeczytałam w ramach moich studiów. Postanowiłam jednak, że nie będą się liczyły podczas mierzenia.

            Tak wygląda moja lista postanowień. Jestem z siebie naprawdę dumna, bo udało mi się już tyle osiągnąć. Jeszcze troszkę i zrealizuję tegoroczny plan na tyle, ile to było możliwe. Cieszę się z tego przeogromnie. A teraz opowiem Wam o ArtNocy.

Gliwicka ArtNoc #8

            Rzecz działa się w Gliwicach, 20. czerwca. Tematem przewodnim były koty – jak co roku. Nie zgłosiłam się sama – zostałam zauważona i zaproszona do współudziału przez Stowarzyszenie Melina. Na wstępie bardzo chcę podziękować za szansę, jaką dostałam i za zaufanie, którym mnie obdarzono. Wiadomo, że amatorom rzadko kiedy powierza się takie zadania, obawiałam się, że mogę nie podołać, ale ostatecznie podjęłam wyzwanie i to była najlepsza decyzja tego stulecia. Moim zadaniem było wykonanie pokazu charakteryzacji – miałam na to sześć godzin.
Do Gliwic pojechały ze mną trzy koleżanki ze studiów – i bardzo dziękuję im za pomoc, bez nich nie zrobiłabym niczego. Na miejscu byłyśmy w okolicach godziny trzynastej. Pokaz miałam zacząć o czternastej, ale lało jak z cebra. Już myślałam, że nic z tego nie będzie, ale jakieś piętnaście minut przed drugą nagle pojawiło się słońce, więc organizatorom udało się zabrać za rozstawianie namiotów. Mój znajdował się w samym sercu Gliwickiego rynku, tuż obok fontanny. Śmiałam się, że mam uroczy widok na kamienny tyłek Neptuna. Równo o czternastej przygotowałam swoje stanowisko i zabrałam się do pracy.
Początkowo ludzie z powątpiewaniem patrzyli na kłębowisko lateksu na ręce i przezroczyste gluty z Artexu na twarzy pierwszej modelki - Basi. Co odważniejsi pytali, co robię, przystawali, chwilę porozmawiali. Udało mi się też przestraszyć kilkoro dzieciaków (wszystko przez te oczy :D). Z tłumu natomiast słyszałam różne teorie na temat mojej profesji, a już najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie: Tu chyba robią maseczki! – przyznajcie sami, że dość trafne jak na ówczesny stan mojej pracy :) Kiedy jednak zaaplikowałam Basi sztuczną krew na pomalowaną już rękę i twarz, zaczął się szał. Ludzie podchodzili, pytali, rozmawiali, robili zdjęcia, usłyszałam tony komplementów i wiele słów zachwytu, kiedy przyznawałam się do tego, że jestem samoukiem i całą dotychczasową wiedzę zdobyłam za pomocą Internetu oraz metody prób i błędów.
Chyba najwięcej radochy miały dzieci, które (przyzwyczajone już do mojego wyglądu) otoczyły mnie, domagając się zrobienia im takich samych ranek. Uwielbiam dzieci i lubię, jak są szczęśliwe, ale na ArtNocy to była lekka przesada, głównie przez roszczeniowych rodziców, którzy nie potrafią używać tak przydatnego organu, jakim jest mózg.
[Jeśli nie jesteś rodzicem dziecka, które charakteryzowałam podczas ArtNocy, ten akapit śmiało możesz pominąć i zacząć czytać kolejny. Po prostu nie zamierzam tego zostawić bez komentarza, a podczas ArtNocy nie miałam na takie dyskusje ani czasu, ani siły.]
Z tego miejsca pragnę poinformować Artnocowych Rodziców (jeśli to czytają, a kilkoro wzięło ode mnie adres bloga) – pilnujcie swoich pociech i nie stawiajcie ludzi przed faktem dokonanym. Nie miałam obowiązku (i raczej nie będę miała go w przyszłości, chyba że w skrajnych przypadkach), zaspokojenia zachcianek Waszych dzieci. Postawienie mnie w takiej sytuacji było dość nie fair, nie tylko z powodu cen materiałów (nie są one tanie, a warunkiem uczestnictwa w ArtNocy było zamknięcie się w kwocie otrzymanej od miasta i nie pobieranie za ewentualne usługi opłat dodatkowych od publiczności), ale przede wszystkim dlatego, że mogą być niebezpieczne. Na wspomnienie o tym, że te preparaty mogą zrobić krzywdę skórze dziecka, powinniście się grzecznie wycofać, a nie upierać się, że nic się nie stanie i mam to zrobić na Waszą odpowiedzialność (swoją drogą, gdyby któremuś maluchowi jednak coś zaszkodziło, założę się, że do odpowiedzialności i tak pociągnięta zostałabym ja). Zastanawiam się, gdzie Wy macie głowy?! Dzieci na szczęście okazały się być bardziej odpowiedzialne od Was, kiedy po moich ostrzeżeniach poprosiły, bym rany robiła jednak na rękach, a nie na twarzach. Apeluję więc do Was (a także do rodziców ogólnie) – słuchajcie i myślcie, a nie brnijcie uparcie w tego typu rzeczy, bo to może się źle skończyć. Dziękuję za uwagę, a resztę czytelników przepraszam za to wtrącenie.
Kiedy ogarnęłam dzieci i odpowiedziałam na grad pytań (czułam się momentami jak na jakimś egzaminie, ale za to na bardzo przyjemnym egzaminie), podeszła do mnie nastolatka. Nieco wycofana, ale wyglądała na zafascynowaną wyglądem Basi i tym, co się działo ogólnie. Prawie skakała z radości, kiedy na jej prośbę odpowiedziałam, że mogę jej zrobić jakieś maleństwo z lateksu. Trochę też przy okazji pogadałyśmy. Także Kochana, nie daj się tam! Wierzę, że wszystko Ci się poukłada i trzymam za Ciebie mocno kciuki! Uszy do góry!
Uwolniwszy się wreszcie od tłumów, mogłam zrobić sobie chwilę przerwy. Okazało się, że do końca zostały mi niecałe dwie godziny. Zabrałam się za malowanie Ady i Laili. Obie charakteryzacje zajęły mi resztę czasu (całe szczęście, bo kolejne stado sępów z dziećmi już się szykowało do nalotu, a jakie pretensje mieli, kiedy powiedziałam, że swoją pracę już skończyłam – wkręcili sobie, że osoby, które stały za moimi plecami i oglądały jak pracuję, czekają w kolejce, a poprosić albo chociaż zapytać to już nie było komu. Nienawidzę podejścia typu bo mi się należy. Kocham te robotę, ale bez przesady. Trochę kultury i szacunku!).
Pomijając te niewielkie incydenty (na które byłam w sumie przygotowana), ArtNoc była niesamowitym i bardzo pozytywnym przeżyciem, które na pewno zostanie powtórzone za rok, ponieważ od razu otrzymałam taką propozycję i z radością ją przyjęłam. Galeria Melina okazała się też w pewnym sensie moją skrzynką kontaktową, bo po pokazie kilku fotografów zainteresowało się podjęciem ze mną współpracy i bardzo mnie to cieszy! Zobaczymy, co z tego wyjdzie, na razie jestem pełna nadziei, bo otwierają się przede mną kolejne drzwi i możliwość podjęcia nowych wyzwań, zdobycia innych doświadczeń, niż dotychczas. Powoli wszystko się układa i idzie ku lepszemu. Gdyby ktoś jeszcze pół roku temu mi powiedział, co mnie czeka, w życiu bym nie uwierzyła. Teraz jednak patrzę w przód z uśmiechem i nie mogę się doczekać, co będzie dalej. Może jednak uda mi się spełnić moje marzenia? :)

A teraz kilka zdjęć…

Modelki
Barbara Kubies – Zombie
Adrianna Targosz – Czaszka
Laila Farouni – Joker

Dziękuję Wam raz jeszcze! :*














I to by było na tyle. Podobało się? Czekam na Wasze komentarze. Niedługo odezwę się ponownie – zapewne z którymś z projektów z Aggi :) Wyczekujcie!

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. <3 Dzieło mego życia jak na razie :D

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem tego, co udało Ci się osiągnąć! Naprawdę wielkie WOW! Gratuluję! :))) jeżeli chodzi o rodziców to niestety, ale zdarzają się tacy dosyć często, ale myślę, że oni też do końca nie wiedzieli, że to są Twoje osobiste materiały. Następnym razem się nie cackaj tylko powiedz grzecznie, że robisz tylko pokaz tylko na swoich modelkach. Myślę, że inteligentni ludzie to zrozumieją;))) pozdrawiam serdecznie! PS. Zombie zawodowa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Wiesz co, to nawet nie chodziło już o materiały - nie zużyłam ich znowu aż tak dużo. Po prostu zastanawiam się, co ludzie mają w głowach, żeby po usłyszeniu "uwaga, to może skrzywdzić Twoje dziecko" odpowiadali "nie ważne, nic mu nie będzie, takiej okazji nie można przegapić". Chore troszkę ;)
      Następnym razem właśnie tak zrobię :D

      odp na PS uznałam ją za dzieło mego dotychczasowego życia :D

      Usuń

Wasze słowa niesamowicie motywują do działania i utwierdzają w przekonaniu, że to, co robię ma jakiś sens.
Zarówno pochwały jak i konstruktywna krytyka mobilizują mnie do ciągłego pogłębiania wiedzy i szlifowania umiejętności.
Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i każdy napisany komentarz :*