niedziela, 6 września 2015

Charakteryzacja SFX #12: Voodoo + Diario de la Loca #1

Witajcie Kochani!
Po pierwsze przepraszam, że tak zawaliłam sprawę z owocowym wyzwaniem. Jutro teoretycznie jest ostatni dzień ostatniego tygodnia, a ja nadal nie przygotowałam podsumowania. Powodów jest wiele, zapewne nikt nie chce słuchać tłumaczeń, więc powiem tylko, że czas poukładał mi się tak, jak się poukładał i nie miałam praktycznie ani dnia, żeby się z tym ogarnąć. Widziałam natomiast wszystkie prace i są przecudowne! Przygotuję jedno duże podsumowanie i zobaczycie, jakie piękne paznokcie wykonały dziewczyny, które wzięły udział, za co im bardzo dziękuję.
Co dzisiaj dla Was mam? Pierwszy post z serii hiszpańskiej i charakteryzację. Jeśli śledzicie moją stronę na Facebooku, widzieliście już moje nowe prace. Jeśli nie ­– nic straconego, bo wszystkie Wam pokażę na blogu... w swoim czasie.
Najpierw jednak Hiszpania. Moja piękna i cudowna Hiszpania. Zakochałam się w tym kraju od pierwszego wejrzenia. Myślę, że nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że mój pobyt tutaj, w León, chcę przedłużyć do dwóch semestrów. Zaczęłam też się zastanawiać co dalej, jeśli nadal nie będę chciała wrócić, czego też nie wykluczam. Dowiedziałam się, że w Barcelonie jest szkoła charakteryzacji z renomą międzynarodową (prawdopodobnie lepsza od tej warszawskiej) oraz że studenci z Erasmusa+ mają możliwość przeniesienia się na stałe na uczelnię, w której realizują program. Zobaczymy jak potoczy się dalej moje życie.

León to niewielkie miasto, położone w północno-zachodniej części Hiszpanii, będące stolicą prowincji o tej samej nazwie. Ma nieco ponad 135 tyś. mieszkańców, a jego początki sięgają okresu Cesarstwa Rzymskiego (za rok założenia uważa się 68 n.e.). Jest też jednym z głównych punktów Camino de Santiago (Szlak św. Jakuba, droga pielgrzymki do Santiago de Compostela). Miasto przechodziło z rąk do rąk, a każda kultura zostawiła w nim trwały ślad. Architektura jest mocno zróżnicowana. Są tu pozostałości rzymskich murów miejskich, niesamowita gotycka katedra, arabskie łuki i fasady, a jak ktoś się postara, może znaleźć nawet naleciałości wizygockie. Warto tu przyjechać dla samej tej katedry, na mnie zrobiła piorunujące wrażenie, chyba nawet większe niż praska Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha… ale dosyć o architekturze i historii (chyba, że chcecie, to pójdę porobić dla Was zdjęcia i przygotuję specjalny post tylko na ten temat).
Na pewno każdy słyszał o hiszpańskiej sjeście, ale traktował opowieści o niej z przymrużeniem oka – w każdym razie ja uważałam, że opowieści o „świętości” czasu pomiędzy 14 a 17 są mocno podkoloryzowane – w ten sam sposób, co słynna brytyjska 5 o’clock. Bądźmy szczerzy, Brytyjczycy dawno już odeszli od zwyczaju codziennych spotkań towarzyskich przy filiżance herbaty. Tradycja jest, ale już nie tak żywa i pełna jak kiedyś. A co z Hiszpanami? Wybija godzina 14. Ulica, jeszcze przed pięcioma minutami gwarna i zatłoczona, nagle staje się martwa. Witryny sklepowe zostają zasłonięte, bary i tawerny pustoszeją, ludzie zamykają się w domach, całe miasto na trzy godziny zamiera. Odpowiedź od kolegi Hiszpana na wiadomość o treści „spotkajmy się koło 15 na kawę”? „Na kawę o tej porze? Jest przecież sjesta, idę drzemać. Umówimy się po 17”. Tak samo wygląda niedziela. Hiszpanie dzień święty święcą bardzo dosłownie – msza rano, a popołudnie w swoim domu i przed telewizorem lub w tawernie na gorących dyskusjach. Otwarty sklep? Tylko u chińczyka, z przebitką cenową razy dwa. Dlatego wczoraj zaopatrzyłam lodówkę bardzo dokładnie, żeby nie okazało się, że w ciągu dnia czegoś zabraknie. Również kultura picia alkoholu i spotkań towarzyskich jest zupełnie inna, a w opowieściach o niej jest sporo prawdy – ale to będzie temat kolejnego wpisu, kiedy już przeżyję swój pierwszy botellón… Na chwilę obecną wystarczy. Zdjęć na razie nie dodaję, w następnym poście postaram się to nadrobić. Napiszcie mi też, o czym chcecie poczytać.
Planuję też zrobić Wam wycieczkę po tutejszych drogeriach, bo jednak są nieco inne, niż nasze, a dla mnie (jako charakteryzatora) jest tu prawdziwy raj na ziemi, podejrzewam, że w Madryce, Bracelonie lub innych większych miastach, znajdę jeszcze więcej cudów i całe stypendium zostawię w sklepach charakteryzatorskich… la vida loca! :)

A teraz charakteryzacja ;)

VooDoo

Model: Marek Zawada, mój kochany kuzyn, który grzecznie usiedział na stołku, gdy pozbawiałam go twarzy…
Czas wykonania: ok. 3 godzin.








Podobno brakowało Wam listy produktów, więc postanowiłam wrócić do jej publikowania.

Kosmetyki/Produkty/Materiały:
Kryolan, Liquid Latex
Kryolan, Jolly Face Palette
Kryolan, Supracolor Palette
Essence, Long Lasting Eye Pencil 01 night fever
Rainbow Eyes, paleta 120 cieni
My Secret, Waterproof Eyeliner
Pierre Rene, Loose Powder
Bourjois, 123 Perfect no 53 light beige
NYX, Jumbo Eye Pencil 604 milk
NYX, Nude Matte Shaddow NMS02 Stripped
Kryolan, SFX Blood, kolor: dark
płatki kosmetyczne, wata, gąbeczki lateksowe, chusteczki, papier toaletowy, taśma maskująca, dratwa.

            To by było na tyle. Dajcie znać o czym chcecie poczytać w hiszpańskiej serii i jak Wam się podoba moja praca. Do zobaczenia niebawem!